Dom, który się przebudził. Tak pięknie!

Już kilka razy pisałam o jednej z lepszych ilustratorek Emilii Dziubak. Teraz chciałabym przedstawić Wam jej małe dzieło, które zasługuje na szczególną uwagę.

Znany i ceniony pisarz szwedzki i polska ilustratorka są autorami książki, która, chociaż prosta, wzrusza. I nawet nam, dorosłym, każe zastanowić się nad sensem życia. Martin Widmark – autor tak bardzo przez nas lubianych przygód Biura Detektywistycznego Lassego i Mai, napisał opowieść z morałem. O tak, my dorośli lubimy, kiedy książki niosą ze sobą przesłanie! Tylko jak to napisać, żeby dzieci zainteresować i żeby słuchały? Rzecz w tym, że on to potrafi!

„Dom, który się przebudził” (Martin Widmark, Emilia Dziubak, wyd. Mamania) – opowieść o starszym Panie Larsonie i małym chłopcu.

Starszy człowiek mieszka sam w  dużym, zaniedbanym domu. Żona, którą kochał, nie żyje, dzieci założyły własne rodziny, nawet kot opuścił Pana Larsona. Staruszek jest smutnym, samotnym człowiekiem. To, co dzieje się w jego sercu, odzwierciedla się na zewnątrz. Dom, w którym mieszka, jest ciemny i przygnębiający, wszystko pokryte jest kurzem i pajęczynami.  To miejsce zapomniało już, czym jest życie i szczęście.

Książka zaczyna się od krótkiego wstępu, autor pisze prostym językiem, zdaje sobie sprawę, że inteligencja u maluchów przewyższa język, którym się posługują i nie buduje zdań długich i bogatych w opisy. Wkraczają tu natomiast ilustracje Emilii Dziubak. Jej obrazy mówią więcej niż tysiące słów.

Pan Larsen kładzie się spać, jest zastygły w ruchach, wygląda jakby szykował się do kresu swojego życia, a razem z nim Dom, który czeka już właściwie, by popaść w ruinę. W takim momencie w świat staruszka wkrada się mały chłopiec, który prosi go o pomoc. W pierwszym momencie chłopiec spotyka się z buntem. Starszy człowiek przyzwyczajony jest do obecnej sytuacji i już nie chce niczego zmieniać. Ostatecznie jednak bierze na siebie odpowiedzialność za nasionko, które dostał od chłopca. I wtedy się zaczyna!

Najpierw Pan Larson zauważa tony kurzu zalegające w domu. Sprząta je i dochodzi do wniosku, że w domu jest za mało światła! Myje okna, otwiera okiennice. Dom powoli nabiera życia i Pan Larsen także odżywa. Jego głowę zajmuje jedna, niecierpliwa myśl – co wykiełkuje z tego maleńkiego nasionka? Z czasem do domu wraca kot, a my mamy cichą nadzieję ze do Pana Larsena niedługo przyjadą też i dzieci…

Wszystkie przemiany, które następują po wizycie małego chłopca, złapane w obrazy przez Emilię Dziubek są niesamowite. Na naszych oczach i dom i jego właściciel budzą się do życia i każda ilustracja niesie za sobą nową nadzieję. Kolory i półcienie, wyłaniająca się radość i chęć życia – to jest piękne.

Sam autor powiedział o swojej książce: „Opowiadanie jest dobre, ale ilustracje są wspaniałe!”. Dokładnie to samo kiełkuje i nam w głowach.

Opowiedziałam Wam całą historię, ale wierzcie mi, że warto tę książkę przeczytać, obejrzeć i pokazać dzieciom. Warto przy okazji zadać sobie i  naszym dzieciom pytania:

  • jak ważni w naszym życiu są inni ludzie?
  • czy każdy potrzebuje kogoś do kochania, lubienia?
  • jak pokonać samotność i smutek?
  • czy małe gesty mogą zmieniać świat?

A dla nas, moi drodzy dorośli,  nauka jest chyba jeszcze prostsza. Pamiętajmy, że czasem wystarczy wstać, otworzyć okna, zetrzeć kurze, a świat wyda się lepszy. Czasem tylko tyle (aż tyle?) trzeba, by dotrwać do następnego dnia.

Piękna książka. Sięgnijcie po nią koniecznie.

Lui.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s