Tru. Prawdziwy dzieciak, chociaż zając.

Książka „Tru” (Barbara Kosmowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wyd. Media Rodzina) od jakiegoś czasu kusiła w reklamach, na półkach księgarni, zerkała na mnie swoją mroczną okładką, a ja, choć nie brałam jej w ręce, nie mogłam się od niej uwolnić.

W końcu skusiłam się. Tru zawitał  naszym domu.

Na okładce możecie przeczytać, ze „Tru” to „zabawna i pokrzepiająca opowieść dla dzieci i dorosłych”. Zastanawiam się, dlaczego akurat pokrzepiająca.. myślę o tej książce od dwóch dni i wciąż nie jest to dla mnie oczywiste.

Niemniej historia Tru, a Tru to mały zając z biednej dzielnicy Koniczyn Dolnych, urzekła mnie bezpośredniością i pierwszoosobową narracją. Książka to opowieść Tru o jego życiu, sąsiadach, kolegach i całej okolicy, ale przede wszystkim o jego wynalazkach! Tru to bardzo bystry zając o dobrym sercu, który swoją pomysłowością  pragnie odmienić nie tyle świat, co życie mieszkańców z sąsiedztwa. Historia Tru to historia każdego miejskiego, osiedlowego dzieciaka, który marzy o tym, by dorównać do kolegów z bogatszej dzielnicy, coś w życiu zmienić. Barbara Kosmowska wspaniale przeniosła realia polskiego, miejskiego życia do Wysokiego Lasu. Bez udawania, że wszyscy są idealni, wrzuciła tam nie tylko różne dzieci, ale także mamę feministkę walczącą o każdą sprawę,  zapomnianego i właściwie bezrobotnego stolarza czy człowieka wyzwolonego od bogactwa… Nie ma tam postaci perfekcyjnych, każdy jest… sobą.

W tej książce problemy są zwyczajne, relacje są zwyczajne, całe zajęcze życie jest… życiem. Podoba mi się subtelny humor wpleciony w opowieść i to, że każdy ma w niej swoje miejsce i prawo do istnienia. Nie zawsze jest sprawiedliwie i nie jest równo, ale to właśnie sprawia, że opowieść jest prawdziwa. Główny bohater to zwykły szarak, ale jakże w swojej zwyczajności wyjątkowy!

Tru to przykład chłopaka, którego w prawdziwym życiu bym polubiła. Dobry, pomocny i wyrozumiały. Ta postać zasługuje na bycie bohaterem książki. Zdarza mu się co prawda skusić i nieskromnie pochwalić samego siebie, ale czy nie jest warte pochwały wymyślenie zabawki, którą bawi się cała szkoła? No właśnie! Dlatego ja pochwalę Tru. Dobry z niego chłopak.

Ach, i jeszcze ilustracje! Ciemne i fascynujące. Na pierwszy rzut oka niepokojące – czy oby na pewno to jest dla dzieci? Jest. Wnętrze książki nie straszy, ale jest… inne. Nie tak jaskrawe, nie tak urocze i nie tak słodkie jak Koniki Pony, ale na tym polega właśnie jej wyjątkowość. Emilia Dziubak po raz kolejny pokazała, że czuje klimat klimat opowieści, którą ilustruje albo… to właśnie ona go zbudowała! Domek z okładki nie pozwoli wątpić, że jest to polska książka,  drewniana chata wyjęta jest rodem z polskiej wsi, co sprawia, że jeszcze łatwiej się z historią i bohaterami identyfikować.

Wszystko to sprawia, że historia i bohaterowie są nam bliscy. Mam wrażenie, że czytając „Tru” jesteśmy cały czas  trochę w domu. Lubię to uczucie. 

Polecam spotkanie z Tru.

Aga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s