Przepraszam, czy tu straszy?

Czy Wasze dzieciaki boją się duchów? Czy półmrok w przedpokoju budzi lęki? Czy dziwne cienie na ścianie przeradzają się w niesamowicie straszne stwory?

Ja to znam. Moje dziewczyny weszły w okres trwogi i reagują przerażeniem na każde najdrobniejsze nawet skrzypnięcie i dziwny dźwięk wydobywający się nieoczekiwanie zza ściany. Wieczory budzą w nich lęk, jeśli nie ma przy nich rodziców lub chociaż ukochanego pocieszyciela w postaci maskotki, zasypianie nie idzie najlepiej… Rozumiem je doskonale, bo i ja byłam strachliwym maluchem. Moja stopa nigdy nie mogła wystawać za łóżko, jak gdyby kołdra była niewidzialną barierą i ochroną przed potworami… Ale w takich sytuacjach zawsze pomaga nam właściwa książka!

„Przepraszam, czy tu straszy?” (Marcin Przewoźniak, Ilustracje: Katarzyna Kołodziej, wyd. Papilon) to nasza książka na strachy.

Przyznam się szczerze, że najpierw sama, jeszcze w księgarni, przeczytałam fragment książki. Chciałam sprawdzić, czy faktycznie to historia dla moich dzieci. Już po kilku pierwszych stronach śmiałam się pod nosem, zwracając tym uwagę innych kupujących, ale jak to ja, już się do tego przyzwyczaiłam.

Co w książce? Poznajemy dwie rodziny: Poświatowscy i Zawistowscy. Moje dziewczyny, żeby je odróżnić mówiły: „aaa, to ta rodzinka, co po świecie chodzi” lub „aaa, to ta rodzinka, co za światem chodzi” – cóż, dziecięca wyobraźnia i postrzeganie świata zawsze zaskakują, ale córki co do opisów miały rację. Zaświatowscy mieszkają w swoim pałacyku już od ponad 200 lat, Poświatowscy mają się do niego wprowadzić. Jedni i drudzy nie wyobrażają sobie, jak dwie rodziny będą żyły pod jednym dachem.

Świat duchów i świat ludzi żywych dla obu rodzin jest ogromnym zaskoczeniem. Technika i elektronika budzi w rodzinie Zaświatowskich niemałe lęki, znowu rodzina Poświatowskich jest przerażona tym, że na świecie faktycznie istnieją duchy i, co gorsza, mieszkają w ich pałacyku! Sytuacji komicznych jest cała garść. Niektóre budzą ogromne zaskoczenie, inne bawią do łez.

Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała morału. Książka kończy się wielką zgodą i wspólnym życiem pod jednym dachem. Bo nic tak nie mobilizuje jak wspólny cel – okazuje się bowiem, że te dwie rodziny mogą stracić dom. Całkowicie i bezpowrotnie, bo na jego miejsce powstanie osiedle. Na to ani Poświatowscy ani Zaświatowscy nie mogą pozwolić. Razem, ramię w ramię, walczą z przeciwnikiem, skorumpowanym politykiem, nieuczciwym deweloperem i małym kanciarzem –  prawnikiem.

Książka jest lekko napisana, nie przynudza młodego czytelnika zbyt długimi opisami. Humor w niej zawarty jest zrozumiały i bardzo na czasie.

Bardzo dociekliwie są przedstawieni rodzice obu rodzin – dbający o swoje dzieci, uczący się na błędach. Tato Poświatowski zna bardzo ważną regułę, która obowiązuje ściśle w domu: kiedy jesteśmy wszyscy razem, chowamy telefony, wyłączamy telewizory – bo jesteśmy razem. Tato nie jest jednak bez wad, bo to przez niego doszło do kupna tego przerażającego domu!

Ale czy błędy nie wychodzą nam czasem na dobre?

Lui

 

Podsumowanie:

+ ważny temat

+ pomocne treści

+ poczucie humoru

+ pozytywne zakończenie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s