Piotruś Pan – czy wciąż aktualny?

Sięgnęliśmy po „Piotrusia Pana” (J.M. Barrie, u nas wydanie z 1990 roku, ilustracje: Jerzy Srokowski, wyd. Oficyna Wydawnicza) pomiędzy jedną nowością a drugą. Zastanawiałam się, czy mój prawie siedmiolatek jest już gotowy, ale… przecież historia o Piotrusiu to historia o dzieciństwie i magii, co może być nie tak? No co?

„Piotruś Pan” został napisany w 1904 roku, pierwotnie jako sztuka teatralna, w 1911 roku pan James zaadoptował ją na powieść. Ta historia powstała w głowie pisarza ponad sto lat temu! Co działo się w tym czasie, jakie było życie dzieci na początku XX wieku? To były czasy, kiedy najmłodsi pracowali na etat, nawet na nocnych zmianach! Normalne było, że dzieci się nie uczą, niekoniecznie ktoś się nimi interesuje, w zasadzie dzieci potrzebne były najczęściej jako pomoc w gospodarstwie domowym. Normą było, że dziecko musiało zapracować na swoje utrzymanie. Są miejsca na świecie, gdzie wciąż tak jest. Na szczęście my jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i nasze dzieci tego nie znają…

Kiedy sięgałam po „Piotrusia Pana”, miałam w głowie tę dosyć infantylna historię o radosnym, rozbrykanym, trochę niesfornym chłopaku, który wykradł sobie towarzystwo z jakiegoś losowego domu i zabrał je do Nibylandii. Było zabawnie, trochę magicznie, Dzwoneczek fruwała to tu to tam, boczyła się na wszystkich, a Kapitan Hak kręcił się w okolicy, ale w zasadzie nic groźnego nigdy się nie wydarzyło.

Kiedy w książce doszłam do momentu, kiedy Piotruś opowiada o prawdziwych bitwach, trochę się zmartwiłam, kiedy zaczęła się wojna na śmierć i życie i ktoś komuś wsadził nóż pod żebro… przestałam czuć się dobrze z tą historią.

Wiem, ze jest to lektura dla starszych dzieci ( IV klasa),  jednak ja dostałam tę książkę na pamiątkę ukończenia klasy zerowej i mniej więcej wtedy ją poznałam. Zupełnie wyparłam z głowy okrutne momenty i teraz wiem dlaczego. W świecie Nibylandii wiele rzeczy rzeczy jest na niby – na niby są matki, domy, jedzenie i połowa życia. Naprawdę są problemy samotnych dzieci, które się zgubiły i nie ma się kto nimi zająć. Naprawdę są ataki dorosłych piratów. Śmierć jest naprawdę. 

Po przeczytaniu całej książki miałam mieszane uczucia i długo zbierałam się w sobie do napisania tego wpisu. Jak napisać o książce, którą znają wszyscy? No właśnie – czy znają? Czy pamiętają ją tak, jak ja – wybiórczo? Co jest ważne w tej historii? Czy jest to symbolika Piotrusia – wiecznego dziecka, porzucone dzieci desperacko potrzebujące matki, niebezpieczeństwa świata zewnętrznego?

Na pewno wszystko po trochu, chociaż mnie zainteresował wątek Wendy – zakochanej w wiecznie beztroskim Piotrusiu, który czasem o niej pamięta, ale głównie zajmuje się sobą i ostatecznie zapomina o niej i przypomina sobie po latach – przylatuje, gdy jest dorosła,  by ponownie zabrać ją na coroczne sprzątanie (najlepszy czas Wendy – raz do roku sprzątnąć dom swojemu ukochanemu, doprawdy czarujące…). Piotruś wolny duch i Wendy zapatrzona w niego służka. Nie, to nie na dzisiejsze czasy. 

Zagubione dzieci wciąż są trudne. To chcący doskonale sobie radzić chłopcy, którzy nie potrafią najprostszych rzeczy, a żyją w świecie bez dorosłych. Zagubieni, wiecznie w niebezpieczeństwie. Zupełnie jak dzieci ulicy. Na szczęście w tej historii odnajdują bezpieczny dom.

Samuelowi podobało się latanie, oczywiście. Które dziecko nie chciałoby latać? Nie podobało mu się to, że akcja jest powolna. Jest dużo opowiadania, opisów, ale działań niewiele. To zdecydowanie książka dla starszych dzieci. Niemniej mój siedmiolatek wytrwał i generalnie twierdzi, że historia jest ok. Mogę na to przystać.

„Piotruś Pan” to klasyk. Być może nie wolno o niej mówić źle, ale ja fanką tej książki nie byłam i chyba nigdy nie zostanę. Przeczytać i znać trzeba, choćby po to, by odnieść się do przeszłości, mieć świadomość, jak bardzo zmieniło się życie (i książki) dzieci na przestrzeni zaledwie czterech pokoleń.

Moje osobiste odczucie jest takie, że to okrutna i smutna książka. W wieku 34 lat widzę więcej smutku, samotności i bólu niż magii. Ale to może tylko kwestia tego, że dorosłam?

Aga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s