#KOMIKS / Dog man

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Mój syn oszalał. Oszalał na pukcie komiksu! Kupiliśmy jeden na próbę, bo stał na półce z „lubianymi” książkami. Zaczęliśmy czytać i wsiąkliśmy! Co to za komiks?

„Dog man” (Dav Pilkey) to komiks autora „Kapitana Majtasa”, którego być może znacie z kin. O ile historia kapitana do mnie nie trafiła, o tyle historia psa-policjanta mnie rozbraja. Dlaczego? Z wielu powodów.

Po pierwsze mamy zabawnego, niestandardowgo bohatera – policjant i pies mieli wypadek i aby uratować to, co się dało, zszyto ciało człowieka z głową psa. Wydaje się upiorne? To wyobraźcie sobie, jak ten człowiek-pies chodzi do pracy! Niby nosi mundur, ale codziennie rano obskakuje i oblizuje szaleńczo swojego przełożonego, wystarczy go pochwalić („dobry pies!”), a on gotowy jest zrobić wszystko… czasem z nudów demoluje posterunek, ale bywa też najlepszym kompanem do zabawy. Ale przede wszystkim człowiek-pies ma ogromne serce. Przez cały czas stara się łapać złoczyńców, cieszy się na widok znajomych i ostatecznie nikomu nie robi krzywdy. Jest tylko trochę rozbrykany.

Mamy też czarnego bohatera. W kontrze do psa, jest to kot. Niby banał, ale zabawny! Petey jest złoczyńcą i przez większośc czasu knuje, jak zaszkodzić, a najlepiej zgładzić Dog Man’a, przy okazji snuje marzenia o zniszczeniu miasta, ale to zawsze okazuje się zbyt trudne.

Inne postaci są mniej lub bardziej rzeczywiste. Ale za to wydrzenia, ooo… tu autor popuścił wodze fantazji. Pomijając fakt zszycia psa z człowiekiem, zapominając nawet o uczłowieczonym kocie, zostaje jeszcze masa absurdalnych wydarzeń, które wydarzają się jedno za drugim. Są spraye na ożywianie materii, są roboty, jest absurdalne poczucie humoru, powtarzalność, którą tak bardzo kochają dzieci i jeszcze onomatopeje – są wszechobecne. Akcja toczy się, pędzi czasem na łeb na szyję i bawi! Komiks naszpikowany jest żartami słownymi i dowcipami sytuacyjymi, a jakby tego było mało, raz na jakiś czas pojawia się flip-o-rama, czyli rodzaj ruchomego rysunku. Pamiętacie na pewno takie ruchome obrazki z dzieciństwa. Kiedyś rysowało się ruchome komiksy na lekcji, na końcu zeszytu. Dwie kartki, dwa obrazki różniące się szczegółem, a później szu szu szu – postać skacze albo rusza ręką albo zmienia minę. Było zabawne wtedy i tak samo śmieszy teraz. Uwierzcie.

Tak więc mamy niesztampowych bohaterów oraz akcję, której nijak nie da się przewidzieć. Wszystko ubrane w charakterystyczną kreskę Pilkey’a. Dodajemy fantastyczne kolory i proste dialogi, i mamy wszystko, czego kochający żarty siedmiolatek do szczęścia potrzebuje.

Polecam te komiksy, bo choć poziom absurdu sięga tam czasem sufitu, to my na podłodze tarzamy się ze śmiechu.

Dog Mom 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s