Najmniejszy słoń świata.

Każdy zna, a może sam był w dzieciństwie tak zwanym niejadkiem. Każdy zna taką rodzinę, taką mamę, która wiecznie narzekała i skarżyła się, a czasem nawet straszyła swoje dziecko, że jak nie zacznie jeść, to nie urośnie. A co jeśli ktoś naprawdę nie chce urosnąć? Tak zaczyna się opowieść o małym słoniku, najpewniej nawet najmniejszym, o jakim kiedykolwiek słyszeliście.

„Najmniejszy słoń świata” (Maciej Szymanowicz, wyd.Muza) to praca znanego i rozpoznawalnego ilustratora książek dla dzieci – Macieja Szymanowicza. Jego prace z pewnością znacie z „Krasnoludków” czy „Pozytywki”. Jego ilustracje są charakterystyczne,  wpisują się w nurt polskiej ilustracji, zapadają w pamięć i nie sposób pomylić ich z innymi.

Tym razem ilustrator postanowił napisać książkę o słoniu, i to takim najmniejszym na świecie. Dlaczego o tym? Tego nie wiem. Powiem Wam jednak, że książka wyszła nieźle. Ilustracje, jak można się spodziewać, nie odbiegają od tego, co już znamy z innych książek, a treść jest skierowana i właściwie ubrana w słowa odpowiednie dla dzieci na poziomie wczesnoszkolnym. Miałam kilka momentów, kiedy tekst rozjeżdżał się, zdania niepotrzebne zostały podzielone na krótsze, choć treściowo łączyły się bezpośrednio. Są też bardzo czytelne nawiązania do innych książek, pan Maciej najwidoczniej jest fanem Kubusia Puchatka, bo jego styl miejscami nawiązuje bezpośrednio do tamtych tekstów. Trochę mi się to nie podoba, ale generalnie czyta się dobrze, nawet na głos, co mój syn szczególnie lubi.

Podoba mi się w tej książce brak mrocznej, ciemniej strony. Mamy bohaterów negatywnych, złodziei i cyrkowca nieudacznika, ale nawet kiedy poznajemy te postaci, są one przedstawione w sposób odpowiedni dla małych dzieci – wiemy, że nie są to osoby godne zaufania i nie będziemy spodziewać się po nich niczego dobrego, ale nie są przerysowane, nie są zbyt straszne. Podoba mi się także przebieg fabuły, książka ma trzy części, są to osobne epizody, trzy różne fragmenty życia słonika. Podobają mi się bohaterowie, są trochę zabawni, są charakterystyczni, można się trochę pośmiać pod nosem, można domyślić się nawet, w jaki sposób bohaterowie mówią, a to zdecydowanie pomaga w czytaniu na głos dzieciom.

Ostatecznie książka mi się podoba – ma pozytywne zakończenie, zostawia przyjemnie wrażenie i mam odczucie, że jest trafiona w grupę odbiorców. Mnie nie urzekła aż tak bardzo, ale mój siedmiolatek aż robi fikołki z przejęcia – przeżywa za każdym razem, gdy coś spotyka małego słonika za tzw. zakrętem.

Nie mam więc innego wyjścia – polecam, można śmiało czytać dzieciom, będą miały z tej książki sporo frajdy. 

Moja ocena:

4/5

Aga

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s