Śmierć. Jak książki mogą pomóc, gdy traci się najbliższych?

Śmierć to jeden z najtrudniejszych tematów do rozmów. A jeśli to rozmowa z dziećmi, jest jeszcze trudniej. Dzieci chcemy chronić przed tym, co złe, smutne i trudne. Niestety, strata najbliższych jest częścią życia. A najszybciej przekonujemy się o tym, gdy mamy w domu zwierzęta.

Ten wpis czekał rok na pojawienie się u nas na blogu. Sama musiałam dojrzeć do tego, żeby napisać Wam, jak poradziliśmy sobie z naszymi stratami i jak rozmawialiśmy o nich z naszymi córkami.

Po raz pierwszy w naszym domu temat śmierci pojawił się, gdy musieliśmy pożegnać kota. Dziewczynki miały wtedy cztery lata. W rozmowach pomogły nam książki z serii “Sam i Julia” wydane przez wydawnictwo Media Rodzina. To książki przepięknie ilustrowane, z całkiem ludzkimi przygodami małych myszek. 

Część “Sam i Julia w teatrze” to był pierwszy tekst, który stał się punktem wyjścia do rozmów o śmierci – Samowi umiera dziadek, Sam jest smutny i szuka pocieszenia, bo dziadek był fantastyczny. Dziadek umarł, ponieważ był stary i chory – tak, jak nasz kot. Wtedy to dziewczynkom wystarczyło, ale pytania padały. Bo jak radzić sobie ze smutkiem, kiedy żałobę każdy przeżywa inaczej? Sam pomalował  dziadkowi trumnę. Dał mu coś od siebie.

Kolejny raz, przed tym trudnym tematem musieliśmy stanąć, gdy odszedł nasz ukochany jamnik. Dziewczynki już wtedy były starsze, dużo rozumiały. Wiedziały, że ich Mi jest poważnie chora. Kiedy umarła, pożegnały ją tak, jak umiały, ale wtedy były już przez nas przygotowane. Jednak z wieloma pytaniami sama nie dawałam rady. Pomogła nam książka Żegnaj panie Muffinie!” napisana na pewno przez „zwierzoluba” dla „zwierzolubów” – piękna i nostalgiczna opowieść o śwince morskiej, która jest stara, chora i ostatecznie umiera. Z Panem Muffinem wspominamy całe jego życie, radość z dzieci, ilość zjedzonych ogórków. Małymi kroczkami opowiadamy powoli i delikatnie o tym, że śmierć jest naturalnym końcem naszego trwania, jednym z elementów układanki nazywanej życiem.

Najcenniejsze w tej książce wydaje mi się to,  że nie pada odpowiedź, co dzieje się po śmierci. To daje rodzicom przestrzeń do rozmów. Inaczej opowiedzą o tym osoby religijne, inaczej osoby niewierzące lub wątpiące.  Z tego powodu ta książka szczególnie przypadła mi do serca.

Książki „Żegnaj Panie Muffinie” dziewczynki słuchały z zaciekawieniem, przerywały jedynie, by wytłumaczyć coś lub odnieść się do naszej sytuacji. Rozmowy pomogły nam przetrwać smutny czas.  Na końcu książki padają zdania, które zostają na długo w głowie i w sercu. Przydadzą się, bo w naszym domu mieszkają jeszcze pies, rybki i patyczaki.

Jeśli w Waszym domu mieszkają ukochane zwierzaki, zajrzyjcie koniecznie.

Najcięższe jednak było przed nami. Czekała nas śmierć bliskiej osoby. Wkrótce wspomnianych stratach, odszedł mój dziadek. Córki były związane emocjonalnie z pradziadkiem, mi jako wnuczce też było ciężko. Dużo czasu poświęciliśmy na rozmowy. My, rodzice niewierzący, mieliśmy problem, by wytłumaczyć córkom, które są zainteresowane Bogiem, co się dzieje z ludźmi, którzy odeszli. Jednak patrząc z perspektywy czasu widzę, że nasz przekaz został zrozumiany.

Sięgnęliśmy po Biblię, Stary Testament, a dokładnie proces stworzenia świata. Kiedy Bóg nadaje życie Adamowi i Ewie. Tłumaczyliśmy, jak wygląda to z perspektywy ludzi wierzących. Może pomyślicie, że małe dzieci nie zrozumieją. Ja zawsze wierzyłam w rozumki małych dorosłych.

Drugą książką, po którą sięgnęliśmy to „Sen Alicji”. I to był strzał w dziesiątkę. Znaleźliśmy tam proste wytłumaczenie procesów zachodzących w naszym ciele – dlaczego tak się dzieje, że umieramy.

Nie chcę Wam teraz przedstawiać książki, bo porusza tak wiele zagadnień, że przedstawienie jej właśnie w tym wpisie, było by dużą niesprawiedliwością.

Na bank jeszcze o niej napiszemy.

Po tych wszystkich Naszych doświadczeniach, wiem jedno – warto odważnie, szczerze i otwarcie rozmawiać. Nie bójcie się płakać przy dzieciach! Pozwólcie i im na łzy. Bądźcie razem, rozmawiajcie. Tulcie. Przechodźcie swoją żałobę. Nie ukrywajcie przed dziećmi swoich emocji. To są małe, żywe barometry, wyczulone na nasze nastroje.

Nam pomogło bycie razem i rozmowy, kiedy ból po stracie zelżał, nauczyliśmy się z uśmiechem wracać do wspólnych chwil, spędzonych z bliskimi.

Lu.










Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s