Poczet Psujów Polskich – to dopiero #historia!

Do głowy by Wam nie przyszło, co mogą wyprawiać dzieci! Poważnie! A już na pewno nie mieści się to w głowie rodzicom i dziadkom, co też ta młodzież wyprawia…

Ciekawe, że z pokolenia na pokolenie dzieci są coraz gorsze, natomiast rodzice coraz lepsi, a więc z coraz gorszych dzieci wyrastają coraz lepsi rodzice.

Wiesław Brudziński

I o tych właśnie coraz gorszych dzieciach i coraz lepszych dorosłych jest książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.

„Poczet psujów polskich” (Paweł Boręsewicz, ilustracje: Nikola Kucharska, wyd. Literatura) to zabawna i, co ciekawe, pouczająca opowieść o pewnej rodzinie.  Tego, że będzie nas bawić, się spodziewałam. Tego, że autor zostawi miejsce na zadumę, przemyci trochę wiedzy o tzw. dawnych czasach i nauczy dystansu do przodków nie oczekiwałam. A jednak.

W pierwszym rozdziale poznajemy chłopca, który przedstawia się nam jako dziecko bystre, zupełnie standardowe w swoim roztargnieniu, próbujące za wszelką cenę trzymać się nakazów i zakazów nałożonych przez rodziców. Dosłownie. Skoro nie można dotykać telefonu taty paluszkiem, to przecież nie oznacza, że nie można nosem… językiem… albo łokciem. Tego w zakazie nie było! Niestety dotykanie telefonu taty nie może skończyć się dobrze, inaczej ród nie nazywałby się rodem psujów, prawda? A zatem dzieje się coś, co bardzo smuci i złości tatę… W kolejnym rozdziale okazuje się jednak, że tata też był kiedyś chłopcem i zdarzyło mu się coś zepsuć, a jego dziadek… Tak, dziadek też był kiedyś chłopcem i zepsuł coś zupełnie innego, coś, na co jego tata nigdy by nie wpadł, bo za jego czasów dzieciństwa tego się zepsuć zupełnie nie dało, bo tego… nie było! I tak oto poznajemy historię psucia różności w kolejnych pokoleniach rodziny.

Jak się okazuje, wszyscy, choć nikt w to nie wierzył, wyrośli na zupełnie fantastycznych ludzi, mieli dzieci, a ich dzieci miały dzieci, a te dzieci psuły coś tak samo jak ich przodkowie, a życie… toczyło się dalej.

Historia jakże banalna i oczywista, a jednak wspaniała w swojej prostocie! Dzieci uwielbiają poznawać historie o swoich rodzicach, dziadkach i pradziadkach. Chętnie dowiadują się, że wujek złamał nogę na rowerze, a tata wybił szybę w garażu. Historie rodzinne budują tożsamość dziecka i dają mu poczucie normalności. Okazuje się bowiem, że każdy, nawet najbardziej poukładany i surowy rodzic jako dziecko zgubił, zepsuł i zapomniał czegoś. Miał do tego prawo. Tak jak prawo do własnych błędów mają nasze dzieci.

Polecam serdecznie tę książkę głownie ze względu na te walory terapeutyczne (tak, to mocne słowo, ale niech tak będzie), ale także dlatego, że książka jest świetnie napisana, jest w niej odrobina humoru i dystansu. A dystansu nam, dorosłym, najczęściej brakuje. Plus także za adekwatne, wyraziste ilustracje – dodają książce uroku i zabawnego charakteru. 

Czy chcę coś książce zarzucić? Właściwie nie. Nie mogę jej dać 5/5 tylko dlatego, że niezupełnie skradła moje serce. Nie tak na 100% 😉 Ale to już takie moje, subiektywne odczucie.

4,8/5

Aga

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s