#comeback! Skarpetki powracają!

Wiedziałam po reakcjach córek, że jeśli zostanie wydana nowa książka o skarpetkach, to na bank znajdzie się w naszym domu. Justyna Bednarek i Wydawnictwo PoradniaK nie kazało nam długo czekać, bo oto i jest „Banda Czarnej Frotte” – skarpetki powracają.

Poprzednie części zostawiły tyle pytań bez odpowiedzi, że nie mogło być inaczej, musiała powstać kolejna część! Czy skarpetki mają różne płci? Co się dzieje z drugą parą, która nie ucieka przez dziurę pod pralką, jakie są jej dalsze losy, czy im też udaje się zmienić swoje skarpetkowe życie? Sama autorka została zasypana pytaniami od czytelników i w nowej książce postanowiła na większość z nich udzielić odpowiedzieć i dopisać coś od siebie! Z czego ja i moje dziewczyny bardzo się cieszymy!

Wcześniejszą recenzje możecie przeczytać TU

Wszystko znowu zaczyna się od domu Małej Be. Mama dziewczynki zatrudniła pomoc w sprzątaniu, jednak zanim ta się zjawi, postanawia sama sprzątnąć, bo jak to tak –  wpuszczać kogoś we własne, prywatne brudy (swoją drogą też bym tak zrobiła!). Tu zaczyna się prawdziwa akcja! Czarna Frotte dowiaduje się, że ma iść do kosza i postanawia swoje skarpetkowe życie zmienić. Jej siostra bliźniaczka znalazła szczęście w wielkim Ludzkim Świecie – oczywiście wszystko już zostało przedstawione w poprzedniej części!

Wcześniejsze książki opowiadały nam pojedyncze przygody, teraz mamy jedną wielką przygodę z bandą skarpetek. Skarpetki są damskie i żeńskie. Mogą się zakochać. Mają ręce, nogi, potrafią klapnąć na pośladki i opadają im szczęki z wrażenia. Mają różne cechy charakterów i prezentują je w pełnej krasie. Pani Justyna kolejny raz pokazała swój ogromny talent jako pisarka. Książka jest lekko napisana, nie przytłacza małego czytelnika ilością informacji. Przygody są naprawdę dobrze wymyślone, zaskakują dzieciaki, wciągają! Poziom humoru trafia do czytelników mniejszych i większych. Zawsze uważałam, że sztuką jest rozbawić czytelnika, zbudować fabułę tak, żeby puenta była mądra i rozbawiła… i dlatego… Do naszego domowego powiedzonka wchodzi na stałe „dno, dno i wodorosty” – z całkowitym zrozumieniem tematu przez dwie siedmiolatki.

Jedna z przygód szczególnie zapadła, mi, jako mamie, w pamięci. Skarpetki – jeszcze nie w pełnej bandzie – trafiają na bezludną wyspę, zamieszkaną przez porzucone smartfony. Dowiadują się, że te aparaty zostały strażnikami straconego czasu i straconych nadziei. Czy przychodzi Wam na myśl, o co chodzi? Są to wszystkie te momenty, które można było wykorzystać zamiast patrzeć w telefon! Babcia z wnuczkiem, która fotografuje mnóstwo domów, kwiatów zamiast popatrzeć i posłuchać wnuczka. Chłopak z dziewczyną, jadący autobusem i siedzący naprzeciw siebie, trzymający telefon przed oczami i jednocześnie marzący o tym,  by poznać kogoś z kim można pójść na lody, do parku. Mama małej Be z wielki zaangażowaniem czytająca w telefonie wywiad z aktorką, o tym czemu nie popiera jedzenia modyfikowanych pomidorów, kiedy właśnie w tym momencie jej córka wymyśliła najlepszą, najważniejszą bajkę. Drodzy rodzice znacie te sytuacje? Ja znam! Właśnie ta przygoda wywarła na mnie mocne wrażenie i widziałam, że dziewczyny zaniemówiły też, bo co jeśli jakiś smartfon przechowuje nasz stracony czas?.

Musicie koniecznie sięgnąć po nową pozycję Justyny. Skarpetki to tak naprawdę książka dla całej rodziny. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Wciągnie się w czytanie. Gwarantuje Wam, że dobry humor Was nie opuści przez cały czas czytania książki.

Z całą odpowiedzialnością za moje słowa daję:

5/5

Lu!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s